Wszystkie »

  • Wpisów:197
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 14:40
  • Licznik odwiedzin:9 685 / 3447 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
nosz kurw...
chciałam schudnąć, jak zwykle idzie jak krew z nosa ale zdaje mi się ze ogólnie do przodu a właściwie do tyłu z kilogramami

ale nie. babcia męża wie lepiej. kolejny raz w ciągu kilku dni słyszę że mi dupa rośnie. mam tego kurwa dosyć. chyba w ogóle powinnam przestać jeść. kurwakurwakurwa
 

 
Mąż kończy telefoniczną rozmowę ze mną "do zobaczenia jutro". Jestem w pracy, na drugą zmianę co oznacza powrót do domu około 21.40.
Pewnie mój umęczony drugipołówek będzie spać jak wrócę. Mam nadzieję, że to faktycznie zmęczenie wynikające ze wstawania o 5 i pełnego stresu dnia. Łudzę się, że to dziwne "pożegnanie" nie jest przeze mnie. Że to nie przez to, że M stracił zainteresowanie moim ciałem, że nie brzydzi się mnie. Ten siniec też nie dodaje mi urody...
Tak się boję...
 

 
Kurcze, miałam zamiar coś tu napisać ale zanim przedarłam się tutaj przy pomocy mojej komórki i mobilnego internetu to myśl mi uciekła. Ulotniła się niczym zapach mojego cudownego męża rankiem.
Poobijane plecy oprócz walorów wizualnych czyli tego że wyglądają jak po przejsciu przez szpaler aktywnych ZOMOwców , no jednym słowem odrażajaco; dostarczają mi, co chyba oczywiste, bólu okrutnego całego kręgosłupa Nie tylko tego, co należy już do dupy a nie pleców.
Chcę już do domu. Przydałby się masaż. Ale ten który będzie na tyle intensywny i dokładny, by przynieść mi ulgę,zapewne skończył by się seksem. A moja cipka wciąż pływa po Morzu Czerwonym :-P
 

 
Ciekawam, czy udało by mi się schudnąć do 45 kilo? Czy wyglądałabym wtedy wreszcie dobrze? Wyścig czas zacząć.
 

 
zaczynamy Nowy Rok
narazie Chłopcy śpią
cieszę się trochę

smutno mi do granic niemożliwości
tęsknię za tym co było dawniej
za tym magicznym uczuciem, że żyję w czarodziejskiej krainie pełnej podniecenia i ekscytacji tym co przyjdzie
do czasów gdy tańcząc przy nothing else matters człowiek czuł się wiecznym
gdy łzy jakiejś dziwnej, rozpierającej radości i jednocześnie spokoju płynęły po policzkach mimo, że Axl kazał nie płakać mimo listopadowego deszczu

Czas tak bezlitośnie gna do przodu, zaciera tamte wspomnienia, zastępuje je nowymi
Wydaje mi się, że nie ma już miłości takiej jak dawniej, że to całe zauroczenie minęło, zostało tylko takie przyzwyczajenie. Żadnej magii - tylko życie. Całą miłość staram się przelać na Synka ale to też nie to. Brakuje mi świeżości w naszym małżeństwie. Wiem, że duży wpływ na to ma ogromne zmęczenie codziennymi obowiązkami. I to mnie przygnębia.
Dawniej M. był moim najlepszym przyjacielem, a jednocześnie najwspanialszym, bo pierwszym kochankiem.
Teraz traktujemy się na codzień jak kumple, rzadko się kochamy. Jeśli już do tego dochodzi to jest zazwyczaj satysfakcjonująco fizycznie aczkolwiek jakoś psychicznie nie bardzo.
Myślę, że M juz mnie wcale nie pragnie tak jak dawniej, co oczywiście jest głównie moją winą, bo sie troche zapuściłam. Mam 30 lat. Moje ciało też. Może nawet trochę więcej...
Oboje sie przestaliśmy chyba starać. Ale gdy tylko się jakoś szczególnie przygotuję to zazwyczaj nic z tego nie wychodzi.

Trzeba to zmienić. Postaram się zacząć od siebie.
I to własnie jest moje postanowienie noworoczne.
Sprawię, że moje małżeństwo stanie się dla mnie, dla nas, czymś najwspanialszym na świecie. Pełnym czułości, wzajemnej ciekawości i pasji związkiem dwóch ciał i dwóch serc.
Chcę by mój synek widział jak wygląda szczęśliwa i kochająca się rodzina.


"Zabierz mnie tam
Gdzie wszystko dojrzewa
w ogrodzie ze snu

Zabierz mnie tam
Gdzie głosy radosne
i swój słyszę też

Zabierz mnie tam
Gdzie pierwsze westchnienia
Serce mocniej bijące"

Nie pozwól mi odejść...
 

 
właściwie to już nawet nie jestem zła
jestem potwornie smutna poprostu
jest mi przykro, że nawet zasłony nie umiem uszyć
jestem poprostu do niczego
 

 
czas mija leniwie
roboty masa ale mnie się nie chce nic
wczoraj nawet miałam power
ale dziś...
jednak humor jak narazie dopisuje
sos do makaronu zrobiony
pranie się suszy
zimowe kurtki i spodnie Słoninka już przeprowadzone na dół do komody
teraz siedzę
głodna się robię a tu jeszcze 1,5 godzinki do obiadu
dieta MŻ chyba przynosi efekty
narazie drobne aczkolwiek waga wskazuje 56 kg w ubraniu
 

 
Szanowny Gościu
mój seks nie jest wcale pożałowania godny
niestety ze względów mieszkaniowo-rodzinnych
nasze małżeńskie współżycie jest z konieczności znacznie cichsze niż to szczególnie mi bliskie wykonanie tej irlandzkiej piosenki ludowej

niemniej moje auto jest faktycznie świetne
 

 
skierowanie na badania odebrane
z panią doktor spotkam się w czwartek po 13
może mnie nie wkurwią

dziś zaskakująco wyborny humor
whiskey in the jar
i gaz do dechy

lepsze niż seks
no przynajmniej niż większość seksu
  • awatar Gość: zazdroszczę samochodu i nagłośnienia - współczuję sexu
  • awatar my pink sugar: Zapraszam Cię do udziału w konkursie na moim blogu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
i stało się
to nie pan prezes to i nie było lakierków
trudno te wyszczekane luźne kwestie nazwać rozmową o pracę
ale jutro jadę już na badania a potem "od zaraz" będę pracować
za stawkę sprzed dwóch lat
podobno "później się zobaczy"
no zobaczymy

coś czuję, że to błąd
boję się
już nie lubię tej pracy
przynajmniej Mąż będzie zadowolony, że wreszcie ruszę dupę
ale jestem beznadziejna
kurwa
 

 
pojawiła się szansa powrotu na stare stanowisko pracy
trochę się cieszę, a trochę martwię
boję się, że sobie nie poradzę, już wcześniej było tam mnóstwo głupich i martwych przepisów a teraz dzięki coraz większej symbiozie z panem Lakshmim tych zasad zrobiło się na pierdyliony
no i żebym dostała ta pracę - taką wcale nie z moich marzeń - kogoś muszą zwolnić
właściwie już zwolnili
panią pijącą w pracy, recydywistkę
niemniej podejrzewam, że i tak ludzie będą gadać
a tak by mi się przydało pracować na pół etatu
w biurze a nie w błocie
przeglądać papiery a nie wagony z latarka w ręku
ale biorę co dają, przede wszystkim jest blisko

pastuję pantofelki
prasuję spódniczkę
czekam na zaproszenie od pana prezesa
 

 
Heidi nie żyje.
Zezowaty opos z Zoo w Lipsku już nie popatrzy na nikogo swoimi śmiesznymi oczkami. Dobrze, że to nie dotrze do Słoninka.
Ciekawe czy jakieś media podadzą dziś tą informację?
 

 
Czas leci. Pokój dla Słoninka coraz bardziej realny. Zaczynam się poważnie wkręcać w obmyślanie wystroju. Ale ciągle wydaje mi się, że to nie to.

Walczę z cellulitem nową sizalowa gąbką. I jeszcze pomarańczowym balsamem do ciała Lirene.
Żebym tylko tak rzuciła w cholerę tą cocacolę.

Ale jakiś nałóg trzeba mieć
 

 
Syn dostał z Irlandii wielkiego na metr renifero-łosia.
Jasiu, jak ma na imię twoja nowa maskotka??
- Kidiks
- Jak?
- KIDIKS!!!

Cholercia, może to irlandzkie słówko??
 

 
Dostałam wczoraj 2.5 kg aronii.
Będę produkować nalewkę, ale muszę znaleźć gdzieś przepis. Był i znikł.
Tymczasem czarno-bordowe kulki się mrożą by stracić swoja ohydną goryczkę
 

 
Doradca zawodowy, tak w dużym skrócie doradził mi "wypisanie się" z Powiatowego Urzędu Pracy

Moje dziecko spędziło dziś pół dnia z babcia "Kisią". Jest całe i zdrowe, najedzone i czyste stosunkowo. Jedyna wpadka, która została ujawniona to kupa w pieluszce, a nie w kibelku. Ach, da się to jakoś znieść.

Trudno mi znieść za to całkowity mój brak koncepcji jak zapuścić włosy. Nie wiem po prostu jak sobie poradzić z tą szopą siana na głowie.
Może przeczekać? Ehhh. Ciężko mi się na siebie patrzy w lustrze, bo oprócz tej fatalnej fryzury, coraz bardziej szara cera, coraz większe cienie pod oczami, coraz bardziej zmarszczone kąciki oczu, starość mnie ściga



Kurde, tak bym chciała wrócić do pracy.
 

 
Czas szykowac się do doradcy zawodowego. Co za kur*a bzdura.
 

 
Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie już o 5 rano. Narazie jest w miarę bezboleśnie. Gorzej, że Słoninek chce ogladać Myszkę Miki a właśnie się skończyła. Może pomoże MakaPaka na DVD ;-)
 

 
W IKEA kupiliśmy parę drobiazgów, najlepsze to lampo-kinkiet do Słoninkowego pokoju in spe oraz dwie sztuki storczyków żywych,w stanie zadowalającym, za sumę okrągłych 10 PLN (czyli fioletowa ślicznotka za 3 plus biała królewna za 7). Rasowa ze mnie łowczyni okazji

Pożaru koniec. Mąż teraz chrapie cichutko. Wcześniej nie pozwolił nawet na masaż. Jeszcze obolały po wczorajszym zimnym deserku. Nie myślałam, że zrobię mu siniaki. Nie wiedziałam, że tam można zrobić siniaka - właściwie to taka intymna malinka. Brzmi słodko, ale niestety oznacza tymczasowe ugaszenie pożaru namiętności i dzikiego seksu.
 

 
Weekend minął jak z bata strzelił. W sobotę sprzątanko a potem do moich szacownych rodziców. Normalnie, nic specjalnego, tylko Hipek mnie znowu rozczulił swoją mową dwu-i-pół-roczniaka

Niedziela standardowa. Gnieconko makaroniku. Leniuchowo. Odwiedziny u znajomych. Znowu wielka torba zabawek przywleczona do domu. Plus wielki Harley na akumulator dla Słoninka.
Kurde, a co ja mam Kapslowi za to kupić??

Małż miał wczoraj kłaść panele swojemu bratu w jego mieszkaniu, ale malarz z kolei coś zawalił zatem umówili się na panele na dziś. Ale.... niespodzianka!! Dziś jedziemy do IKEI bo jednak panele nadal nie mogą zostać położone. Bóg jeden wie dlaczego.
Ja tam jestem zadowolona.
Ikea?- tak, tak, tack, tack!!



ps. trzy dni pod rząd ogień w łóżku (i na parapecie hihi)
Ciekawam ile potrwa ten pożar?
 

 
Testuję nowy telefon, ciekawe ile czasu upłynie zanim nauczę się co i jak :-P
 

 
Pochwalę się, a co! Kupiłam wczoraj Słoninkowi wkładane tenisówki. Za całe, okrągłe 3 złote. W sklepie z czerwonym owadem w logo. Całkiem przyzwoite obuwie na dwudziestomiesięcznego małego łobuza.

Poza tym, całkiem udany piątek.
Wieczorem wreszcie trochę czułości, przez chwilkę poczułam się jak na początku naszej wspólnej drogi w świat zmysłowych uniesień.
Bardzo mi to było potrzebne, by chociaż trochę się dowartościować.
Ostatnio czuję się jak kupa. Kupa gówna.
Ale o tym innym razem
 

 
Powiesiłam zasłonę, pochowałam część nasionek, plamy z dziecięcych sweterków handmade by mama zeszły, szuflada z prali wyczyszczona z dziwnych brązowo-burych osadów, telefon SE Txt Pro odebrany w salonie Plusa.
Czyli plan minimum na dziś zrobiony. Teraz nagroda, deser Tiramisu
Słoninek dostaje od kilku dni małpiego rozumu, nagle odzywa się w nim jakiś pierwotny dziki instynkt, i szaleje - skacze, biega, rzuca się na mnie, rozwala rzeczy - istny szał. Jak patrzę jak teraz słodko śpi, to nie chce mi się wierzyć, że ten mały człowieczek jest takim wulkanem energii.

A miał być Jasiem-Fasolką. Synkiem Roślinką.
Każda chwilka gdy myślę sobie, że nie mam siły już do tego dziecka, zaraz przynosi kolejna refleksję - dzięki Bogu, że on taki żywy...
 

 
ach, właśnie
w tzw "międzyczasie" zrobiłam wreszcie prawo jazdy
zatem stałam się bardziej mobilna. Ale jakby tak po drogach jeździły same takie głąby jak ja... Bożeszty mój!
  • awatar PaniSzer: dziękuję, ale to nie kwestia niskiej samooceny. To refleksja, że wiele razy "ratowało" mnie trzeźwe zachowanie innych, doświadczonych użytkowników dróg :)
  • awatar madziarek: gratulacje, mimo niskiej samooceny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Psiakrew! Wracam tutaj, to znaczy będę tu i tam i jeszcze w paru innych miejscach. Nie potrafię wcale nic nie pisać.
Słoninek śpi, ale niedługo się zbudzi. Korzystam z tego, że jest spokój i olewam obowiązki

Muszę powiesić zasłonę która zerwała się z 3 żabek, bo Małż mój pewnej upalnej nocy zechciał się śpiąc owinąć w ową zasłonę, śniąc chyba że to aksamitny kocyk.

Powinnam też wreszcie posortować nasiona Aksamitek, poupychane w papierową torebeczkę, opakowanie po m&msach, Słoninkowe foremki do piasku i nawet w taki kubeczko-przykrywajko-zamykacz do Słoninkowej butelki na picie Japierdole, przecież tymi paprochami mogłabym obsiać z dwa hektary pola. Pomylona jestem i tyle.

Zamiast to - leżę. Relaks. A co? - należy się.
Niechże mnie ktoś kopnie w dupsko.
 

 
eh... czas na zmianę.
Wyprowadzam się z pingera.
I tak rzadko ostatnimi czasy tu bywam, a te wielkie obrazki szkieletów i Dżastinów Bimberów na głównej przyprawiają mnie o drgawki.
Wyprowadzam się na http://twitter.com/paniszer
Ale żeby nie było całkiem buro i ascetycznie mam tez konto na Fejsbuku - a co tam

Będę zaglądać ale tylko do znajomych (jeśli mogę Was tak nazywać)- Szamanki, Pushthebutton, Pandy i kilku innych

Pa, może wrócę
 

 
no dobra zapisałam się na kurs


ale i tak jestem podłą jędzą
M. chciał sobie kupić cośtam jakąś matę i xboxa
a ja mu przypomniałam że kiedyś chciałam modelujace-mój-gruby-tyłek reeboki i wtedy mi to wybił z głowy
teraz on nie chce już sraty-maty i jeszcze "przecież ja Ci nigdy na nic nie żałuję pieniędzy"

czyli nie zrozumiał
kurwa znowu wszystko zepsułam
nie jest dobrze ostatnio
 

 
dostałam dziś ofertę pracy z PUP
praca przy biurku, przy telefonicznym przyjmowaniu zamówień w firmie zajmującej się obrotem butlami z gazem
pytam w "biurze" na miejscu czy maja jakieś dodatkowe wymagania - może biegły angielski? albo obsługa programów typu Symfonia
odpowiedź Pana Pracownika - tylko CV ze zdjęciem - jak się pani spodoba szefowi to może panią zaprosi na rozmowę

cholerka chyba przed ewentualną rozmową skoczę na depilację miejsc intymnych i kupie sobie koronkowe stringi z dziurka

uff na szczęście istnieje ogromna szansa na to że się nie spodobam - wcale nie mam ochoty pracować tam gdzie najważniejszym i jedynym kryterium przyjęcia jest mój wygląd - w końcu nie jestem tap madl
  • awatar diyANDsh: buahahaha :D no ja chyba tez bym podziękowała, to chamskie :-/ kiedyś w miałam taki przypadek w pracy, że siedziałam na sekretariacie i słyszałam, rozmowę chłopaka z jakiejś innej firmy, jak mówił, że jakas dziewczyna ma przyjść na rozmowę w sprawie pracy i mówi tak: Ty patrzysz na przód, ja na tył" i śmiech... faceci to mają łeb do takich spraw, nie ma co :/
  • awatar destina: ha ha ha dobre :) kryterium wysokie maja, nie ma co :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
mój kochany Mąż zawsze namawiał mnie na zrobienie "prawa jazdy" a ja zawsze mówiłam że sie nie nadaję i tym kończyliśmy dyskusję

od dwóch dni mąż wyjątkowo mocno mnie namawia, ba, on mnie przekonuje że kierowanie autem to jest to czego pragnę i wyciąga najróżniejsze ciężkie argumenty
powtarza że wierzy we mnie itd

szkoda, że nie uwierzył dawno temu że jestem w stanie wykarmić naszego synka piersią - i z uporem maniaka pokarmieniu cycusiowym dokładał synkowi jeszcze flaszkę "bebika". Okazało się, że całkowicie niepotrzebnie. Synka karmię piersią już 10 miesięcy i pomimo tego że nie pije sztucznego mleka i je niewiele innych rzeczy ma wciąż prawidłową wagę...


zatem zastanawiam się co jest warta "wiara" Męża?
  • awatar I am N: Ja też twierdziła, że się nie nadaję na kierowcę bo jestem nerwus itd... ale teraz coraz częściej chciałabym mieć prawko i samochód i w spokoju jeździć gdzie tylko chce, a nie być zależna od kogoś albo kierowcy autobusu. A co do mleczka mamusi, to bardzo dobrze, dzidziuś będzie zdrów przynajmniej:)
  • awatar Gość: Ja nie wyobrażam sobie życia bez prawa jazdy. Jestem nie zależna wsiadam jadę gdzie chcę. Są owszem i minusy ale tych jest o wiele mniej niż plusów. Więć nie zastanawiaj się i zapisuj się na kurs:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›